COB – Październik 2025

Na starcie mądrzę się do kolegów z boku, jak to kluczowe na tej trasie jest nie startować za szybko. Następnie wraz z wystrzałem utrzymuję tempo ~3:40 myśląc, że zdarzy się cud. Nie zdarzył się i Ci, którzy w tym tempie startują, ponieważ dla nich jest ono WOLNE, wkrótce zaczęli mi uciekać. Natomiast Ci, którzy takie tempo powinni zachować na finisz, zaczęli zwalniać (w tym ja).

Po tych mocnych 3 kilometrach wbiegam w pola, lekko pod górkę, do tego dostaję wiatr w brzuch i zaczynam słabnąć. Czując, jak siły ulatują, zwalniam do około 3:55 – 4:00 min/km i tak pokonuję następne 3 kilometry . Dobiegam do mety, którą się na tym etapie przekracza, by pokonać krótszą pętlę.
Wśród kibiców łapię kontakt wzrokowy z Justyną, która pokazuje mi dłoń. Ten gest zdziałał cuda, ponieważ myślałem, że jestem daleko za dużą grupą biegaczy, a tymczasem dostałem od niej wyraźny sygnał, że jestem na piątej pozycji.

Dostałem mentalnego kopa i nie daję za wygraną. Marzy mi się wynik choćby o sekundę lepszy niż 38 minut. dociera do mnie na tym etapie, że jeśli zrobię dziś życiówkę na 10 km to za tydzień w maratonie w Poznaniu mam szansę postawić kropkę nad „i” i w ciągu tego roku skompletować życiówki na wszystkich dystansach.

Obserwuję średnie tempo na zegarku i wiem, że muszę przyspieszyć. 8-my kilometr w tempie 3:56, 9-ty 3:51, 10-ty dobijam do 3:47. Widzę zegar na mecie i uciekające sekundy: 53, 54, 55, 56, 57, 58… gdy przebiegam metę kątem oka dostrzegam 37:59. Cel osiągnąłem, ale wiele mnie to kosztowało.

Za tydzień maraton i powtórka, bo zamierzam lecieć na całego.

Scroll to Top