Ponieważ w chwili, gdy to piszę, jestem w okresie 2-tygodniowego roztrenowania, to wykorzystam ten czas i napiszę coś o treningu. Szczególnie, że zaszły u mnie duże zmiany: po 3 latach działania na bazie:
- intuicji
- zasłyszanych plotek na mieście
- porad kolegów
- faz księżyca
- planów treningowych z książek
- humoru
- dyskusji ze sztuczną inteligencją
- dyskusji z żoną
- artykułów w periodykach
- lajków w social media
- fantazji
postanowiłem coś zmienić i…
…zwróciłem się do fachowca
Pod koniec sierpnia rozmowa telefoniczna z Karoliną Leśniak zaskutkowała po paru dniach pierwszą rozpiską treningową. Swoją drogą: już podczas pierwszej rozmowy usłyszałem sugestię, żeby na ultra kijków spróbować. Rezultat: 6-te miejsce w open na 57 km w Garmin Ultra Race, z kijkami biegowymi w łapie.
Urozmaicone treningi, wolna głowa, zaufanie i pewność, zarówno podczas treningów, jak i zawodów. To rezultat nowego dla mnie podejścia i pomocy z zewnątrz.
Dlaczego nie wcześniej?
Ta samowolka i fantazja miała swój urok, a na rezultaty też nie mogłem narzekać. Dodatkowo mam taką pewną cechę: jestem konsekwentny. Jeżeli mam plan, to się go trzymam, i nie ma takiej pogody, czy innego czynnika, który spowoduje, że odpuszczę.
Jednak to motanie się, tzn. trening na zasadzie: weź te wszystkie wymienione wyżej punkty, wrzuć do kotła i mieszaj chochlą, prędzej czy później albo doprowadziłoby mnie do kontuzji, albo do ściany. Zawsze bowiem były wątpliwości: czy to, co sobie wymyśliłem, albo to, co mi podpowiada AI to za mało, czy może za dużo?
Nieco statystyk
Przez ostatnie 10 miesięcy (od grudnia 2024) przebiegałem blisko 1800 km, do tego ponad 900 km przejechanych na rowerze. Nie jest to jednak liczba przetrenowanych kilometrów, ponieważ uwzględnia również wyścigi, a tych było sporo, bo kilkanaście (średnio co miesiąc przebiegałem półmaraton, maraton lub ultra). A zatem ciężko tu mówić o jakimś okresie przygotowawczym zważywszy, że albo musiałem się oszczędzać przed kolejnym wyścigiem, albo zregenerować po ukończeniu zawodów. Nie mówiąc o tym, że pomiędzy nimi miałem wyprawy, na których wszedłem na kilka szczytów, w tym na trzy pięciotysięczniki. Jednym słowem – chaos, który próbowałem opanować z pomocą AI.
Co teraz?
Obecnie jestem na roztrenowaniu. A przy okazji: niczego takiego do tej pory świadomie nie stosowałem. Pewnie niechcący mi to wychodziło, kiedy np. mi się wyprawa trafiła. Zatem zamierzam porządnie się zregenerować po 10-ciu niezwykle intensywnych miesiącach. Potem ustalę jakieś kluczowe punkty, nieoczywiste, z różnej bajki, do tego dorzucę w trakcie nieco improwizacji. A co z treningiem pomiędzy? O to już Karolina będzie musiała się zatroszczyć. To tak z przymrużeniem oka oczywiście, bo wszystko to praca zespołowa.
