Podsumowanie 2025 – najbardziej dynamicznego roku w całym moim życiu i jednego z najbardziej wyjątkowych (kilka wysokich szczytów
, debiut w ultra
& PB na wszystkich dystansach
).
Styczeń:
1. Zimowy Maraton na Ślęży i otarcie o podium w wiekowej. M40 to trudna kategoria, a na dodatek w tej imprezie nagrody w open i w wiekowych dublują się. 7-me miejsce w open M dało mi zaledwie 4-te miejsce w M40.
Luty:
2. Zimowy półmaraton na Śnieżniku i pogoń za czołówką. Nierówna pogoń, ponieważ organizator dał ciała z oznaczeniami trasy i wielu zawodników znacznie skróciło trasę. Nie rozpaczałem, bo większą satysfakcję miałem z tego, że bezbłędnie dałem radę z nawigacją i na koniec i tak zająłem wysokie, 7-me miejsce. Przed szczytem Śnieżnika zamarzł mi ustnik od kamelbaga i dalej cisnąłem bez picia. Na mecie sikałem na czerwono i lekko mnie to przeraziło.
3. Bieganie w Egipcie to narodziny zajawki na piasek. To było dla mnie całkowicie nowe uczucie, ta pustynna egzotyka. Myślałem, że jestem i będę śniego- i lodowco-lubny, ale coś mnie tam zaczęło wciągać.
Marzec:
4. Alpy – Langtauferer-Spitze – 3529 m. Zimowy wyjazd w moje ulubione pasmo górskie mógł się skończyć tak jak zwykle, czyli przypomnieniem, że zimą się w Alpy nie jeździ. Tym razem było jednak inaczej, bo i zima mało zimowa. Szczyt zdobyty w przyjemnym stylu, na rakietach śnieżnych.
5. Półmaraton górski w Trzebieszowicach i pierwsze miejsce w kategorii wiekowej. W tym biegu czułem wiejący wiatr w skrzydła i do końca kontrolowałem sytuację. Wykorzystałem też skupienie, jakie udaje mi się uzyskać, gdy w imprezach uczestniczę sam i nie słyszę zakłóceń. Bardziej wszystko przeżywam.
Kwiecień:
6. Półmaraton leśny z COB i zaskakujący wynik. Nastawiałem się na pierwsze miejsce w klasyfikacji firmy GKN, a żeby to zrobić to wiedziałem, że muszę pobiec kilka minut poniżej półtorej godziny. Czułem, że to mój dzień, i że jestem gotów na taki wynik. Tak też zrobiłem. W open też było wysoko.
7. Alpy – Hinterer Seelenkogel – 3472 m. Zachęcony wynikiem z marca organizuję kolejny wypad w Alpy w warunkach zimowych (w rzeczywistości nie tak do końca, bo były roztopy). Z przemoczonymi butami docieramy z Tomkiem do schronu i schodzimy do auta. W kieszeni kolejna perełka z listy najwyższych szczytów Austrii.
Maj:
8. Dania – Półmaraton – 1:23:55 (PB). Jeśli chodzi o czysto sportowe wydarzenia, to Lillebælt Half Marathon jest moim TOP 1. Zajmuję 35-te miejsce na ~4500 (!) zawodników. Z obcokrajowców #1, a nacji było chyba z 50. Bieg wcale nie był płaski (2 podbiegi na most), a do tego dwa nawroty 180 stopni (prędkość zredukowana do zera). Na starcie Prodigy nakręciło mnie na maksa. Potem starałem się kontrolować. Na koniec sprint do mety, a potem do wieczora ganianie z dzieciakami. Kocham takie dni.
PS. a potem wsiadłem w auto i całą noc spędziłem w podróży z rodziną do Polski, większość drogi prowadząc.
9. Dania – kolejny kamyczek do Korony Europy. Przy okazji wizyty u kolegi w Middelfart dorzuciłem duńskie, kontynentalne „najwyższe szczyty” do listy zdobytych.
10. Maraton górski na Twierdzy – mięśnie krzyczą o litość. Nie zapomnę tego uczucia, kiedy każdy krok to cierpienie, a przede mną jeszcze kilkadziesiąt tysięcy kroków, by ukończyć maraton. I ta dziewczyna, co mnie dogoniła i pyta: „też 12-tka?”, na co ja: „yyy… 42”. Open #11, ale okupione bólem.
Czerwiec:
11. Zającuję na 10 km z naciągniętą dwójką. PB dla Agi. Kilka dni wcześniej naciągam dwójkę podczas gry w piłkę. Fizjoterapeuta ratuje, okleja, masuje. O ściganiu się nie może być mowy, ale trzymam równe tempo biegu i Aga łamie po raz pierwszy 50 minut. Czuję się, jakbym wygrał. Po dobiegnięciu na metę wracam na trasę po kolegę.
12. Turcja – Ararat – 5164 m. Jedna ze wspanialszych górskich akcji w świetnym towarzystwie pod szyldem 4challenge.
Lipiec:
13. Mój pierwszy ultramaraton – 70 km w Lądku – przyjemność! #19 w open z apetytem na więcej. Popełniłem kilka błędów (oddech!), ale można wybaczyć debiutantowi.
14. Gruzja – Kazbek – 5054 m. Znów wyprawa jako lider z 4challenge. Bardzo trudna wyprawa (pod każdym względem), a to dopiero początek.
Sierpień:
15. Rosja – Elbrus – 5642 m. Kontynuacja z punktu 14, ale w jeszcze gorszym wydaniu. Oba szczyty zdobyte, lecz niesmak pozostał.
16. Lokalne 5 km i kolejny w tym roku PB. To była dość szaleńcza i spontaniczna akcja, bo na bieg trafiłem na ostatnią chwilę, po porannym mocnym treningu (16 km). Dobrze się trzymałem i dziabnąłem #4 w open (#1 w wiekowej).
Wrzesień:
17. Drugie miejsce w biegu firmowym na ~5 km. To od tego biegu się zaczęło parę lat temu. W sensie ta moja pasja biegowa.
18. Kolejny ultramaraton (57 km) i podium w wiekowej. Spełniłem ambitne założenia, które przed sobą postawiłem. #6 w open na drugim ultra w życiu. #2 w wiekowej. #1 w kategorii „blogerzy”.
Październik:
19. 10 km na COB i następny PB w tym roku (37:58). To trudny bieg w trudnych warunkach (mieszana, nierówna trasa, pole, wiatr). Przed biegiem mówię do kolegi, że chciałbym 37:59. Netto o sekundę było szybciej. Dystans krótszy niż 10 km, ale i tak po doliczeniu tych 20 sekund byłaby życiówka, więc traktuję jak życiówkę.
20. Średnie tempo 4:15 na maratonie w Poznaniu. PB 2:59:09. Prawie do odcięcia. Tu już sporo na spontanie napisałem. Cóż więcej pisać. Bieg i rezultat – marzenie.
21. Alpy – Großer Moseler – 3480 m. Zaledwie kilka dni po maratonie. Podobno ludzie wtedy nie są w stanie po schodach chodzić. Ja pojechałem w Alpy. Świetny szczyt, świetne towarzystwo.
Listopad:
22. Leśne 11 km – wynik bez wstydu, w dodatku na luzie. Po roztrenowaniu, bez niepotrzebnej spiny. Na czele takie sławy jak Andrzej Witek. A za mną Klaudia Petters, co mnie nieco zdziwiło. Tyle, że ona też po roztrenowaniu i w trakcie całej serii wyścigów. Nie miała powodu, by urywać pozycje.
Grudzień:
23. 1 mila – pierwszy wyścig na tak krótkim dystansie. Drugie w open (PB). Nie do końca wiedziałem, jak się coś takiego biegnie, więc trzymałem tempo 3:20. Kilkadziesiąt metrów przede mną swobodnie biegł pierwszy zawodnik. Chyba miał zapas, więc raczej nie miałem szans. Tak przynajmniej wyglądał. Za mną długo nic.
24. Na przełomie roku wyprawa w Andy, więc zakończenie i start w 2026 z przytupem. O tym to jeszcze coś napiszę, bo skończyło się tak jak, jak się zapowiadało, czyli petarda na maksa.
Ogólnie – działo się.
