fot. Dawid Żak
Dziku, jeszcze na bieg zdążysz
Budzę się w sobotę rano na polu namiotowym gdzieś w Polsce. Wstaję i przeprowadzam trening, tak jak wcześniej planowałem, czyli: 15 km, z czego 8 w tempie 4:23 min/km. Potem pakujemy obozowisko i szykujemy się do odjazdu. Dzieci stwierdzają, że już nie chcą po drodze nic zwiedzać, lecz chcą jechać prosto do domu. Ktoś w tym momencie rzuca: „Dziku, jeszcze na bieg zdążysz”.
I dopisali
Hmm, tak mi się po głowie zaczęła myśl kołatać, że w sumie… jakby sprawnie zajechać… czemu by nie?
Po drodze zatrzymujemy się na obiad, a ja ukradkiem kontaktuję się z organizatorem i dopytuję, czy by mnie na listę startową nie dopisali. I dopisali.
I wystartował
Przyjeżdżamy do domu, wyładowujemy szybko wszystko z auta, bo moje buty na dnie bagażnika, no i w drogę, do Dobroszyc. Na miejscu odbieram numerek, rozgrzewka i start. Początek dość szybko, bo pierwszy kilometr w tempie 3:36 min/km, potem już niemal w punkt trzymam równe tempo ok. 3:43 min/km. Tak jak od startu byłem czwarty, tak już do mety dobiegłem na tej pozycji. Pierwsza trójka daleko poza zasięgiem, natomiast za mną gdzieś po 20 sekundach już się gęsto robiło. Jednak pomimo porannego treningu czułem, że jakiś tam zapas sił miałem i miejsca tak łatwo bym nie oddał, nawet gdyby ktoś walkę podjął.
Życiówka i 2x podium
Rezultat przerósł oczekiwania, bo uzyskany czas 00:18:43 okazał się być moją życiówką na 5 km (zaznaczam, że wcześniej pełną piątkę biegłem tylko raz, rok wcześniej i też w Dobroszycach). Na dodatek okazało się, że wygrałem w kategorii „Najszybszy biegacz w gminie”. Jakby tego było mało, to jeszcze wskoczyłem na najwyższe miejsce na podium w kategorii M40.
Zatem z dwoma pucharami, medalem i satysfakcją powróciłem do domu. Co za dzień!
